Kredki - recenzje

Czy jesteście zadowoleni z tych podręczników? Z których tomów najczęściej korzystacie? Zapraszamy do dyskusji na temat "Jak powstaje manga"
ODPOWIEDZ
salemus
Posty: 6
Rejestracja: ndz kwie 26, 2009 7:00 pm
Status: Offline

Kredki - recenzje

Post autor: salemus » ndz kwie 26, 2009 7:44 pm

Witam

Choć na forum jestem nowy to przejdę od razu do sedna :P

Jak pewnie wielu rysowników wie niektóre kredki są g**niane a niektóre mimo że do najdroższych nie należą są bardzo dobre.
Dlatego chciałbym aby w tym temacie były umieszczane recenzje kredek opis jak bardzo się do rysowania nadają i czy są warte ceny. Może aby nie lać wody od razu umieszczę przykładowe 2 recenzje :).

Na pierwszy ogień idą G**NIANE (!!!!!) kredki firmy St.Majewski. Nie, nie nie mowa tutaj o genialnych kredkach bambino a tylko o "Kredki Szkolne Nature of the World". Kredki same w sobie złe nie są złe jednak mają olbrzymią wadę chodzi mi tutaj o to że.... Nie da się ich natemperować tzn. Teoretycznie się da jednak aby zapobiec złamaniu się jej w temperówce trzeba końcówkę zostawić bardzo tępą. No dobra... jakoś się z tym da żyć jednak nie dość że sztyft kończy się baaardzo szybko to jeszcze jeśli przycisnąć trochę mocniej można być na 100% pewnym że się złamie. Jednym słowem ŻAL

A tu fotka abyście ustrzegli się przed ty czymś:
http://img116.imageshack.us/img116/9571/kredki.jpg

!!Warring!!: Wzory na pudełkach są różne jednak zawsze są z tą planetą i tym dziwnym znaczkiem ilości kolorów


Czas na jakieś lepsze kredki
Mowa tu o kredkach firmy Milan® i tak się nazywają (no chyba że nie mają nazwy). Od razu zaznaczę że kupiłem ich dwa rodzaje grube i takie naturalnej wielkość. Na początek dużym plusem jest to że i grube i normalne mają jednakowo takie same odcienie kolorów dzięki czemu małe mogą służyć do kolorowania szczegółów a duże do szybkiego wypełniania dużych powierzchni. Wygodnym szczegółem jest trójkątna obsadka dzięki której kredki pewnie leżą w dłoni. Do małych kredek nic nie mam 12 dobrze dobranych kolorów (w czym jeden bardzo dobry do kolorowania skóry). Dużych tyczy się to samo z małym (??) szczegółem, mianowicie chodzi oto że kolorowanie z mocno przyciśniętą kredką baardzo szybko męczy rękę co jest małym minusikiem. Kredki są bardzo dobre i polecam każdemu.

Fotka pudełek (trochę góra rozmazana):
http://img116.imageshack.us/img116/7352/milana.jpg

Mała uwaga: Kredki mają drugą wersję pudełka: tło jest tak samo "namalowane" z tą różnicą że w kolorze pomarańczowym, i zamiast tego pingwino-podobnego czegoś jest krówka :D


Mam nadzieję że zachęciłem was do umieszczenia własnych recenzji :)

Adelaide
Posty: 73
Rejestracja: ndz lut 08, 2009 12:03 am
Lokalizacja: Bełchatów
Kontakt:
Status: Offline

Post autor: Adelaide » wt kwie 28, 2009 11:17 pm

(...)
Szczerze przyznam, że opisane kredki nie są mi wcale znane... O.o;


Czekałam na odpisanie w tym temacie, czekałam - może ktoś zacznie... i nic. A jakaż szkoda!
Mogę więc zacząć małą "przejażdżkę" po swoich kredkach.
A dokładniej po nazwie kredek i [firmie (z pochodzeniem)].

Zaczynając od najstarszych...

Triolino [Herlitz (niemieckie)]
Grubaśne i trójkątne. Niezbyt drogie, ale w małej gamie kolorów. Rekompensata to niezwykła jakość i intensywność barw po "nałożeniu" ich na papier. Szczególnie czerwień i pomarańcz. Ich trójkątny kształt sprawia, że przyjemnie i lekko leżą w dłoni. Mogą też być używane przez osoby leworęczne - sprawdzone na znajomej. Dokładne kolorowanie dużych powierzchni (zakładając, że chcemy uzyskać najbardziej intensywną barwę) wymaga jednak sporego nacisku. Niezbyt dobrze mieszają się i "współpracują" z innymi kredkami. Szybko się tępią. Rysik jest gruby, więc spada "precyzja" z jaką możemy wypełniać detale. Oczywiście kredki te wymagają temperówki ze specjalnym, dużym otworem. Niesamowicie odporne na gumkę (ścieranie).

Top 2000 [Hamelin (francuskie)]
Zwykłe sześciokątne, delikatne. Nie wiem, czy jeszcze produkują takie, jakie ja posiadam... Śliczne kolory, duża gama i niesamowite możliwości "współpracy" z innymi kredkami, jak na produkt tego kalibru. Szczególnie cenię sobie brązy z tej serii - bardzo ładnie wyglądają jako cienie na skórze. Odpowiednie, rozsądne używanie gwarantuje ogromną satysfakcję. Wadą jest ich łamliwość. Pewnie dlatego, że moje są dość stare. Nie należy też ich zbytnio przyciskać, wtedy kolor zyskuje intensywność, ale kosztem jakości wypełnienia i wyglądu pokolorowanego obszaru. Dobrze spełniają rolę kredek "pomocniczych" - do lekkich napraw, podkreślenia cieni, lekkiego "nasycenia" innych kredek. Obecnie używam ich z Art Grip.

Lyra Osiris [Lyra? (niemieckie)]
Zwykłe sześciokątne. Niezbyt dobre dla mnie. Zaznaczę jednak, że posiadam ich "stary model". Jedyne, co mnie w nich cieszy to gama barw i nawet dobra jakość kolorów. Nie są zbyt łamliwe. Kredki "pomocnicze dla pomocniczych". Nie mam za bardzo co o nich napisać. Są, bo są. Wypełniają mój piórnik i są czasem przydatne.

Mondeluz Aquarell [Koh-I-Noor (czeskie)] http://zdjecia.swistak.pl/04/514/4514284_1.jpg
Sześciokątne, nieco grubsze od normalnych. Ilość 24 sztuk mi w zupełności wystarcza. Bardzo ładnie się ze sobą łączą. Nic dodać, nic ując - dobre kredki. Akwarelowe. Podkreślę to, akwarelowe. Na kartce zostawiają brzydkie ślady, gdy się je przyciśnie. Uwidaczniają fakturę papieru. Rozmazywalne - przejedź palcem i się przekonaj. Po dodaniu wody, na papierze wyglądają jak rozcieńczona akwarela. Nawet "na mokro" współgrają ze sobą niesamowicie. Przyjemność sprawia łączenie ich kolorów. Niestety nie wykazują chęci do współpracy z innymi kredkami. Powiem, że wśród ogólnodostępnych mediów malarskich, firma koh-i-noor zapełnia luki swoimi produktami w przystępnych cenach. Jakość nie zawsze idzie z tym w parze, ale parę razy byłam mile zaskoczona ich wyrobami (np ołówek akwarelowy "Gioconda" negro).

Derwent Artists [Derwent (angielskie)] http://www.chromosart.co.uk/catalog/ima ... encils.jpg
Okrągłe, nieco grubsze niż normalne. No dobrze... Doszłam do firmy-faworyta. Są to kredki drewniane, z dodatkiem wosku w rysiku. Pięknie pachną żywicą po otworzeniu (xD). Seria Artists ma chyba największą gamę dostępnych barw - 120 różnych odcieni (o ile dobrze pamiętam). Dostępne na sztuki, w metalowych pudełkach od 12 do 120, plus mnóstwo kolekcjonerskich zestawów, w tym piórniki i drewniane kasetki. Drogie. Bardzo. Cena za 24szt w pudełku to ok 70zł. Ale muszę powiedzieć, że są tego warte. Choć kolory mają bardzo delikatne, niezbyt mocne, to zarówno możliwości łączenia ich (ze sobą oraz kredkami innej firmy) jak i miękkość oraz "rozcieralność" stoją na wysokim poziomie. Wosk daje niesamowite możliwości łączenia barw. Nie zostawia śladów. Kredki te nie są łamliwe, a jedynie szybko się tępią.

Derwent Drawing [Derwent (angielskie)] http://www.chromosart.co.uk/catalog/images/IMG_8563.JPG
Okrągłe, nieco grubsze niż normalne. Także drewniane z bardzo dużą ilością wosku w rysiku. Dostępne są 24kolory - barwy ziemi (naturalne). Można kupować na sztuki. Przede wszystkim są to pastelowe kolorki do malowania realistycznych krajobrazów. Niesamowity wybór brązów i przejścia między poszczególnymi odcieniami. Czerń niemalże "darker than black". Zostawiają nieładne ślady na papierze przy nieodpowiednim użytkowaniu. Dodatek wosku aż prosi, aby je lekko rozcierać. Łączą się świetnie ze sobą, nieco gorzej z innymi kredkami - niestety przez swoje "rozcieralne" właściwości.
Dodatkową zaletą firmy Derwent jest niezwykle bogaty asortyment produktów (= różnych rodzajów kredek) i przydatnych dodatków. Minus to trudność w znalezieniu.

Art Grip [Faber Castell (niemieckie)] http://www.nationalartcraft.com/images/sub-1639-07.jpg
Zwykłe trójkątne. Plusem jest specjalna "nakrapiana" powierzchnia na kredce, dająca bardzo dobry chwyt. Mnogość kolorów - jest ich po prostu mnóstwo i są bardzo żywe. Kredki te o wiele łatwiej znaleźć niż np. Derwent - są dostępne niemalże w każdym Empiku. Powiem, że są świetne, ale (jak to zwykle bywa) drogie. Bardzo ładnie mieszają się z sobą oraz z innymi kredkami. Poddają się rozcieraniu, choć nie tak dobrze jak wyżej wymienione. Kredki nieco nie warte ceny 3,20zł... Ale na bezrybiu i rak ryba, więc polecam i już. Ze względu na niełamliwość i zaskakującą intensywność kolorów są doskonałymi kredkami "wiodącymi". Często używam ich w połączeniu z Derwentem - efekty są wspaniałe.
Ogromnym plusem tej firmy jest jej asortyment. Rozmaite dodatki, wiele rodzajów kredek i wspaniałe gumki chlebowe.

salemus
Posty: 6
Rejestracja: ndz kwie 26, 2009 7:00 pm
Status: Offline

Post autor: salemus » pn maja 04, 2009 7:30 pm

Wielkie dzięki za wyczerpujące recenzję kredek.
Ja dzisiaj kupiłem sobie (ponoć łatwo-ścieralne) kredki STARDTLER-a więc jak będę miał czas to wypróbuję i napiszę recenzję :D
Ostatnio zmieniony czw maja 07, 2009 2:16 pm przez salemus, łącznie zmieniany 1 raz.

MinkDragon
Posty: 14
Rejestracja: czw lut 05, 2009 7:10 pm
Status: Offline

Post autor: MinkDragon » czw maja 07, 2009 7:10 am

Sama używam akwarelek Koh-I-Noorka, a statnio zdarzyło mi się zakupić kilka kredek z serii Polycolor i Gioconda (bardzo podoba mi się wygląd tych drugich kredek - są śliczne, nyo).
Do recenzji Adelaide mogę dodać, że kredki Koh-I-Noora nie tylko nie chcą współpracować z innymi kredkami, ale także z cienkopisami czy długopisami żelowymi i trzeba używać do nich tuszu. Posiadają gamę 72 kolorów jak pozostałe kredki tej firmy - i tu uwaga. Część odcieni o tej samej numeracji pochodząca z różnych serii, delikatnie się różni - o jakiś ton. Dlatego radzę uważać.
I ciekawostką jest fakt, że kredki Mondeluz sprzedawane są pod tą właśnie nazwą w metalowych kasetkach (do 72 kolorów), a jako Aquarel (kartonowe opakowania, 12, 24 i 36 - aktualnie używam tych ostatnich, kiedyś istniał jeszcze zestaw 18-stu) są dużo tańsze. Tylko nie mają już pozłacanych końcówek ;p

salemus
Posty: 6
Rejestracja: ndz kwie 26, 2009 7:00 pm
Status: Offline

Post autor: salemus » czw maja 07, 2009 2:15 pm

Też się właśnie zastanawiałem nad firmą Koh-i-Nor ale na razie się wstrzymam.
I takie małe pytanko. Swojego avatara jakim kredkami kolorowałaś ??

Adelaide
Posty: 73
Rejestracja: ndz lut 08, 2009 12:03 am
Lokalizacja: Bełchatów
Kontakt:
Status: Offline

Post autor: Adelaide » czw maja 07, 2009 2:28 pm

Nigdy nie próbowałam łączyć kredek i żelowych cienkopisów... Zawsze tylko cienkopisy z tuszem Faber Castella czy czarne uniPin... A komuż to zależy na pozłacanych końcówkach?
Myślę, aby kiedyś wypróbować promarkery...

Jak mówiłam, Koh-i-Noor to na razie najłatwiej dostępne i w miarę dobre media...


Jak się sprężę dziś, to może dodam reckę Derwent Softcolours, bo sobie "fundnęłam" opakowanie.

MinkDragon
Posty: 14
Rejestracja: czw lut 05, 2009 7:10 pm
Status: Offline

Post autor: MinkDragon » czw maja 07, 2009 4:17 pm

Salemus - właśnie akwarelkami od Koh-I-Noora. To moje podstawowe kredki, dopiero ostatnio zaczęłam próbować produktów innych firm.

Adelaide - czasami używam białego żelopisu do robieni blików, pojedynczych włosów, etc. Z markerami śmiga, z farbami śmiga, ale przy kredkach akwarelowych odmawia współpracy. T.T Z normalnymi cienkopisami jest już lepiej, ale i tak utrudniają wchłanianie tuszu przez papier (a używam UNIpin-ów). A promarkery naprawdę lubię. ;3

salemus
Posty: 6
Rejestracja: ndz kwie 26, 2009 7:00 pm
Status: Offline

Post autor: salemus » pt maja 08, 2009 12:08 pm

MinkDragon pisze:ale przy kredkach akwarelowych odmawia współpracy.
A co to znaczy że "odmawiają współpracy" ?? Że się rozmazują czy coś ??

Shig
nołlife
Posty: 2590
Rejestracja: czw kwie 24, 2003 11:17 pm
Lokalizacja: Tha Ghetto
Status: Offline

Post autor: Shig » pt maja 08, 2009 12:16 pm

Kredki akwarelowe utrudniają wchłanianie przez papier tuszu z żelopisu. Znaczy żelopis nie chce rysować kresek na akwareli a jeżeli się uda to i tak zaraz się rozmazuje.
雲の切れ目から 星1つ2つ3つ4つ晴れわたり

furujiru
Posty: 4
Rejestracja: ndz cze 08, 2008 8:03 pm
Status: Offline

Post autor: furujiru » sob cze 27, 2009 5:10 pm

Hmmm... Dawno nie zaglądałem na forum Waneko więc trzeba trochę napisać. :wink:
Kredki Koh-I-Noor PROGRESSO:
-dość dobrze łączą się z innymi kredkami.
-można nimi uzyskiwać różnorodne kontrasty - np. zielonym od seledynowego po mocno trawiasty.
-ich plusem jest to że są zrobione z jednego grafitu i pokryte lakierem ( nie wiem jak to nazwać :P ) co umożliwia dużo możliwości: temperowanie, a następnie rozcieranie lub np. rysowanie pod mniejszym kontem przy którym zarysowujemy większe obszary.
-w tym plusie kryje się minus gdyż trzeba uważać przy temperowaniu. Jeżeli za bardzo zamaszyście i mocno zaczniesz temperować możesz ja złamać na pół. (moja biedna czarna kredka :cry: )
-są okrągłe. @_@
-sprzedają je w plastikowych opakowaniach, które są trwałe, ale trudno je s nich wyjmować na początku.
-podkreślają fakturę kartki.
-to chyba tyle... więc polecam. :D
Mam jeszcze akwarelowe Koh-I-Noor`a ale te już zostały opisane.

RaQu
Posty: 1
Rejestracja: ndz cze 28, 2009 2:32 pm
Status: Offline

Post autor: RaQu » pn cze 29, 2009 10:00 am

A co polecicie nie drogiego dla kogoś , który wczoraj narysował pierwszą mangową postać za pomocą ołówka titanum 2b i gumki Factis xD?

MattGrimp
Adept
Posty: 188
Rejestracja: sob gru 08, 2007 11:29 pm
Lokalizacja: Wa-wa
Status: Offline

Post autor: MattGrimp » pn cze 29, 2009 11:16 am

RaQu pisze:A co polecicie nie drogiego dla kogoś , który wczoraj narysował pierwszą mangową postać za pomocą ołówka titanum 2b i gumki Factis xD?
Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć a dopiero później kupić odpowiedni sprzęt do rysowania. Najpierw trzeba zobaczyć czy wychodzi nam rysowanie, czy sprawia nam przyjemność a później kupować sprzęt który ogólnie jest drogi.

Nie kupujemy przecież nowego sprzętu narciarskiego jak nigdy nie jeździło się na nartach.

Niko_tan
Posty: 45
Rejestracja: czw mar 06, 2008 2:08 pm
Status: Offline

Post autor: Niko_tan » sob paź 17, 2009 3:23 pm

pozwole sobie odkopać ten jakże zacny temacik i napisać coś o moich kredkach ^.^

trójkątne, Herlitz (niemieckie, dostepne także w Polsce)
Kosztują 2.29 euro.
Są dość miękkie w przeciwieństwie, do większosci tanich kredek (np. tych z biedronki, którymi się po prostu nie da rysować =.=), trójkątne, dzięki czemu wygodnie się je trzyma, dają naprawdę ładne, czyste kolory, można rozjaśniać ich kolor za pomocą gumki do mazania, co uważam za wielki + ^.^
Wadą jest chyba tylko to, że mają tak miękkie rysiki, że często się one łamią kiedy nie odchodzi się z nimi ostrożnie (dać kredkę dziecku = po kredce) =.= Nyo i pudełko jest super-ultra nie wytrzymałe

następne będą
trójkątne Jumbo, Toppoint (niemieckie)
Te kosztują 1,99 euro.
Są grube... chyba nawet trochę grubsze od Trilino, ale dołączona jest do nich temperówka, więc nie ma się co martwić.
Naprawde zabawne kredki o niby metalicznych odcieniach. Tak naprawdę kolory na kartce być może lekko połyskują, a odcienie są naprawdę prześliczne, ale całkowicie inne od tych, na "ubrankach" kredek.
Jest tylko 10 kolorów i nie ma prawdziwie czystych barw... żółty jest brudnawy, bo ma przypominać złoty, czerwień jest różowawa (naprawdę śliczny kolor), a jasno-srebrny jest połyskliwym jasnym-szarym... naprawdę zabawne kolory, ale raczej nie nadają się do większości rysunków..
Miękko się nimi rysuje, ale trzeba troche je przycisnąć, żeby "oddały" swój prawdziwy kolor.

i na koniec coś czego powinien się wystrzegać każdy początkujący rysownik, a nawet matki kupujące kredki swoim dzieciom:
kredki ołówkowe zatemperowane, Top 2000
zwykłe kredki mające 12 kolorów, wesołe zwierzątka na pudełku, nietoksyczne, bla bla bla...
w rzeczywistości kredkami nie da się zupełnie nic pokolorować... są twarde jak nie wiem co, szurają po papierze, nie widać koloru nawet po mocnym przyciśnięciu kredki... nie polecam nawet dla dzieci w podstawówce... totalna klapa =.=''

Minionka
Posty: 3
Rejestracja: wt sie 04, 2015 2:15 pm
Lokalizacja: Maków
Status: Offline

Post autor: Minionka » wt sie 04, 2015 2:31 pm

Używałam kredek Koh-I-Noor i byłam bardzo zadowolona - ołówki miękkie, ładnie cieniujące. Chociaż te Staedtlera też nie były złe - albo mam sentyment, bo rysuję nimi od 10 lat :)

DzikiDuch
Adept
Posty: 490
Rejestracja: śr sty 20, 2016 3:50 pm
Status: Offline

Post autor: DzikiDuch » śr mar 02, 2016 5:32 pm

Ja też mam kredki! Nikt tu chyba zbyt często nie zagląda, ale może moje opinie na coś się przydadzą.

Moja przygoda z kredkami zaczęła się od najzwyczajniejszych kredek z marketu, bodajże firmy Lambo (12 kolorów). Tragedia. Kredki słabo napigmentowane o bardzo jasnych kolorach, trzeba naprawdę mocno przycisnąć, żeby wydobyć z nich ciemniejszą barwę. Bardzo trudne do prowadzenia po kartce, mażą się, mają niestabilne rysiki i często się łamią. Trzeba się namęczyć, żeby je zatemperować. Nie można jednak zbyt wiele spodziewać się po kredkach za dwa złote.

Drugim małym zestawem kredek, jaki wpadł w moje ręce, były te dodawane jako gratis do kolekcji "Art Terapia" Hachette (5 kolorów). O dziwo bardzo przyzwoite, twarde, o żywych kolorach. Wbrew pierwotnemu przeznaczeniu nie używam ich do kolorowania, a do rysowania małych szczegółów. Sprawdzają się.

Mój trzeci zestaw to kredki K-Classic z Kauflanda (24 kolory). Tanie i dobrze napigmentowane, przyjemnie się nimi rysuje i wypadają dużo lepiej niż pierwsze kredki z zestawienia, a kosztują jedynie kilka złotych drożej. Jedyny ich minus to fakt, że rysik szybko się ściera, a same kredki trochę się mażą, ale spokojnie da się je ujarzmić. Jak dla mnie to absolutny numer jeden z niższej półki i na pewno będę ich używać w przyszłości.

Kolejne moje kredki to kredki w ilości sztuk jeden, a mianowicie sławna "dziewiątka" Koh-i-Noor Polycolor, której używam do kolorowania i cieniowania skóry. Przyznam szczerze, że mam co do niej mieszane uczucia i w mojej opinii nie wypada wiele lepiej, niż podobna kredka z poprzedniego zestawu, a kosztuje o wiele drożej. Mogłaby być zdecydowanie bardziej twarda.

Ostatni i mój ulubiony zestaw to Faber Castell Polychromos (12 kolorów), czyli kredki, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia i póki co ta miłość trwa niezachwianie. Mocno napigmentowane, genialne do nakładania warstw, oferujące różny odcień w zależności od siły nacisku przy jednocześnie bardzo dużym pokryciu papieru, stworzone do tworzenia miękkich przejść między kolorami. Nawet trzyma się je w dłoni inaczej i bardziej komfortowo niż zwykłe kredki. Nie łamią się, nie mażą, nie rozmazują nawet po zalaniu wodą, są odporne na światło słoneczne. Zakup drogi, ale w mojej opinii zdecydowanie warty swojej ceny i śni mi się po nocach zestaw wszystkich 120 kolorów.

Co do ołówków, to używałam bardzo różnych, od najtańszych z Biedronki po Koh-i-Noor i z tych ostatnich jestem najbardziej zadowolona. Plus jest taki, że można kupować poszczególne miękkości na sztuki, więc nie ma problemu z uzupełnianiem kolekcji. Do szkiców używam natomiast japońskiego ołówka mechanicznego Uni Kuru Toga z samoobracającym się rysikiem, dzięki czemu końcówka jest zawsze ostra - nigdy jeszcze się na niej nie zawiodłam.

ODPOWIEDZ

Wróć do „"Jak powstaje manga"”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości